﻿<title_newspaper=”Trybuna Ludu”> 
<title_article=”Warszawska premiera 'Śląska'”> 
<author_1=”Leszek Goliński”>
<author_2=””> 
<language=”pl”> 
<style=”press”>
<year="1954">
<month="11">
<date=”1954-11-11”>
<period=”d”>
<status=”1_obieg”>
<support=”paper”>
Tyle o genezie zespołu, o jego historii. Jak wypadła warszawska premiera „Śląska”? 
Śląsk czarny różni się od białego, biały od zielonego i bogactwem ziemi, i jej urodą, i pieśnią, i tańcem, i ludźmi. Odmienność folkloru jest tu uderzająca i rzadko na niewielkim obszarze ziemi sąsiadują ze sobą tak dalecy krewni, jak beskidzka „kołomajka” i zagłębiowski walczyk.
Zespół „Śląsk” odkrył przed nami tę urodę, wydobył na światło dzienne ukryte piękno swojej ojczyzny. Począwszy od skocznej „Jadę jo, jadę”, piosenki z najbliższych okolic Koszęcina przez starą, staroświecka piosenkę, śpiewaną ongi rzewnie przez Jurandową Danusię „Gdybym to ja miała skrzydełka jak gąska” po znaną, kapitalnie wykonaną i bisowaną „Karolinkę”, co to nie chciała swojego Karliczka — „Śląsk” objawił piękno, niefrasobliwy humor, zamaszystość piosenki śląskiej. Pozostanie w pamięci Warszawy niezapomniany, piękny taniec „chustkowy” o wyjątkowo harmonijnym i malowniczym układzie choreografa Elwiry Kamińskiej. 
Drugą część programu wypełniają pieśni i tańce Śląska Beskidzkiego, zmieniają się więc stroje, zmienia tonacja i charakter wykonywanych pieśni. Tony tu wysokie, niepokojące, melodia smętna, zawodząca, o niespodzianych skokach rytmicznych, pokrewna pokrzykiwaniom juhasów, mająca gdzieś w rodowodzie zawrotną rytmikę słowackich i węgierskich tańców pasterskich, jedyna w swoim rodzaju. Takie pieśni, jak „Słoneczko wyszło”, jak „Szumi dolina”, a nade wszystko mocna, doskonale zharmonizowana, pełna jakiejś żywiołowej tęsknoty, buntu i oczekiwania na swego bohatera i wyzwoliciela pieśń o Ondraszku stanowią już małe poematy muzyczne i stawiają przed wykonawcami najwyższe wymagania. O technice wykonania, pięknym tonie, głębokiej ekspresji „Śląska” świadczyć może chociażby ciekawe w kompozycji góralskie „Helokanie”, pasterskie zawołania owczarzy. I wreszcie taniec, owe kołomajki, czy szybki taniec beskidzki, który wywołuje nieustanny prawie aplauz widowni, żywiołowy, pełen wewnętrznej namiętności, zawrotnego tempa. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
